poniedziałek, 16 listopada 2015

W czym jesteś dobry?



http://www.monikabregula.pl/2015/11/w-czym-jestes-dobry.html
Zastanawialiście się, w czym jesteście dobrzy czy macie już wyrobiony pogląd na swoją osobę? 
Przez lata różne doświadczenia, osoby, które przewijają się przez nasze życie, definiują to, jak siebie widzimy. A przecież to wcale jeszcze nic nie oznacza, że jesteś do bani, bo ktoś tak powiedział lata temu.
To, że w szkole miałeś pałę z polskiego, wcale nie oznacza, że nie możesz napisać książki, która stanie się światowym bestselerem. Powiecie, że to bzdury z motywujących poradników typu „możesz wszystko” „świat stoi otworem”! 
Nie mówię, że wieku trzydziestu lat można stać się primabaleriną i tańczyć na deskach najlepszych teatrów ani, że jeśli będziesz bardzo chciał to będziesz drugim Usainem Boltem, bo to tego potrzeba nie tylko chęci, ale warunków fizycznych, a te natura rozdaje oraz tytanicznej pracy od najmłodszych lat.
Aczkolwiek są w życiu strefy życia, w których jesteśmy dobrzy, choć jeszcze nie mamy o tym pojęcia.

Kilka razy w życiu i mam nadzieję, że jeszcze kilka razy mi się to zdarzy, okazywało się, że jestem dobra w dziedzinach, które lata temu przekreśliłam, bo tak mi się wydawało, albo tak mi powiedziała druga osoba. 

Pierwszą dziedziną, jest strzelanie.

Pierwszy mój kontakt z bronią palną miałam w liceum na lekcjach przysposobienia obronnego, na których okazało się, że jestem beznadziejna, nie trafiłam ani razu w tarczę a nauczyciel stwierdził, że mam sobie darować. Przez lata nie dotykałam broni. Kilka razy byłam na zawodach strzeleckich, ale tylko, jako widz i towarzysz nigdy nie chciałam brać udział, by się nie zbłaźnić. Do czasu aż znajomy tak długo mnie namawiał, mówiąc, że to tylko zabawa i żebym wzięła udział w strzelaniu z wiatrówki. W końcu dałam się namówić i wiecie, co WYGRAŁAM!! Zajęłam I miejsce, choć broń miałam drugi raz w życiu w ręce! Sędzia na zawodach powiedział, że mam niesamowite oko i jestem rewelacyjna, ale na moim zwycięstwie przede wszystkim zaważyło to, że przyjaciel pokazał mi jak mam z broni korzystać! Broń była w stu procentach sprawna nie miała żadnych odchyłów, a to właśnie w szkole przyczyniło się do tego, że źle mi  poszło! Nikt mi nie wytłumaczył, o co w strzelaniu chodzi a broń była źle skalibrowana.

Drugą dziedzina jest słodziutka, bo dotyczy pieczenia ciast. 
Moja mama nie piekła, bo uważała, że nie potrafi, kilka razy ją prosiłam, żebyśmy coś upiekły, ale zawsze nam to nie wychodziło, a ciasto lądowało w koszu na śmieci, mama mówiła, że się do pieczenia nie nadajemy. Gdy dorosłam od pieczenia, trzymałam się z dala, mając w głowie myśl, że się do tego nie nadaję. Za namową mojego ówczesnego partnera zaczęłam piec i tak jak ze strzelaniem okazało się, że bardzo dobrze mi idzie a co najważniejsze sprawiało mi to niesamowicie dużo frajdy i choć raczej mało piekę, bo później to zjadam, a to źle dla mojego tyłka to przy większych uroczystościach zawsze coś pysznego upiekę.

Trzecią dzieciną jest bieganie.
I tu nie twierdzę, że jestem w tym dobra, bo raczej, jeśli spojrzeć na moje wyniki, to jestem dość słaba, ale i tak pokochałam to i nie wyobrażam sobie, żeby kilka razy w tygodniu, nie wyjść pobiegać. Choć przez lata było całkiem odwrotnie, nienawidziłam biegania, uważałam, że jest głupie i nudne, na wf zawsze starłam się z niego wykręcić, bo tak naprawdę tragicznie mi szło, nie potrafiłam przebiec nawet jednego kilometra. Tak było aż do zeszłego roku, gdy w pracy kolega powiedział mi, że dochodzi do siebie po przebiegniętym maratonie, nawet nie wiedziałam, że on biega a co dopiero, że maraton PRZEBIEGŁ!! Pomyślałam sobie, że jak on może to ja również i tak zaczęłam. I choć jestem w tym nie najlepsza, to sprawia mi to ogromnie dużo przyjemności, a jeszcze kilka lat temu, gdyby mi ktoś powiedział, że po pracy będę wkładać adidasy, kazałabym mu się puknąć w głowę. Moim celem jest przebiegnięcie maratonu, choć wiem, że jeszcze wiele wody upłynie, zanim moje marzenie się spełni.

W dwóch przepadkach inni mówili, że się nie nadaję, a w trzecim przypadku sama sobie wmówiłam, że jestem beznadziejna. Przekonanie się, że jest całkiem inaczej, bardzo podbudowało moją wiarę w siebie i choć są to małe rzeczy, dla mnie każda z nich jest bardzo istotna.

Ciekawe czy i w myśleliście, że jesteście beznadziejni, po czym okazywało się, że wręcz odwrotnie.



 



Printfriendly