wtorek, 7 maja 2019

Iść swoją drogą

http://www.monikabregula.pl/2019/05/isc-swoja-droga.html

Nie skupiam się na tym, co będzie, ani na tym, co było, to dziś jest najważniejsze. Bose stopy na trawie, przyjemny wilgotny dotyk źdźbeł na stopach, chmury przesuwające się po niebie, słońce między liśćmi, gdy bujam się na hamaku. Kubek dobrej kawy i brzęczenie telefonu, który odebrał wiadomość, sięgam po niego i widzę tekst „miłego dnia”, uśmiecham się, czuję wewnątrz ciepło i już wiem, że to na pewno będzie dobry dzień...

Długo trwało nim zrozumiałam, że własna, a co najważniejsze, ta właściwa droga to coś, co daje szczęście, ta droga się zmienia, tak jak my się zmieniamy. To, co kiedyś nie sprawiało nam frajdy, dziś może przynosić najwięcej radochy. Życie to zmiany, umiejętność dostosowania się do nich i czerpania z nich jak najwięcej dla nas samych.

Gdy ma się lat dwadzieścia, wydaje się nam ze wszystko, co robimy, powinno być poukładane. Życie wciśnięte w schematy, o których nawet nie mamy pojęcia, ale ściśle nimi podążamy. Po maturze studia, które zapewnią stabilna dobrą pracę, co z tego, że żadną przyjemnością nie jest leczenie zębów innych ludzi, ale stomatologia to przyzwoity zawód dający dobre pieniądze więc słyszysz „idź na stomatologię”!! 
 
Podobno dziś ma się wybór i wszystko można, ale najpierw trzeba zarobić, mieć stabilizację, zbudować związek na kolejne 50 lat i wtedy to już rób, co chcesz. Tak żyli nasi rodzice, to nam przekazali i tak my żyjemy. 

Gdy bycie nastolatkiem to ciężki okres pod względem buzujących w ciele hormonów, tak bycie dwudziestolatkiem, to presja wciśnięcia się w społeczne czy rodzinne schematy. 
 
Wiek trzydziestu i czterdziestu lat to czas bycia poważnym dorosłym człowiekiem. Dla wielu to czas straconych szans, które przeleciały jak piasek przez palce na plaży. 
 
Błędnie wybrane studia, małżeństwo bez miłości, praca niedająca nic poza cyferkami na koncie. Schematy ciążą, ale strach przed wyjściem z nich skutecznie więzi w nich na długie lata.
 
Wcześniej wspominałam o stomatologi nie bez przyczyny, jakiś rok temu usłyszałam historię pewnej utalentowanej kobiety. Jej ojciec był lekarzem, oczywiście całe dzieciństwo czuła presję, by również iść na medycynę, nie dostała się na nią, poszła za namową swej matki na stomatologię. Ona nie oponowała, w zawodzie spędziła całe dorosłe życie. 
 
Gdy przeszła na emeryturę, maż kupił jej profesjonalny aparat fotograficzny, a gdy wzięła go do ręki, od razu połknęła bakcyla. Tak się jej spodobało, że dziś jest znaną artystką, ma mnóstwo klientów i kilka wystaw za sobą. W rozmowie sama przyznała, że czuła presję rodziców, by zostać w stomatologii, choć nie sprawiało jej to żadnej przyjemności, dziś się boi, że presje może odczuwać jej syn, który zaczął studia na weterynarii, bo na wymarzone się nie dostał. 
 
Podobną historie czytałam ostatnio w autobiografii Michelle Obamy „becoming”. Jej rodzice całe swe życie poświecili na to, by ona, jak i jej brat byli świetnie wykształceni i mieli super płatne i prestiżowe prace. Niestety ani ona, ani jej brat nie potrafili w świecie finansowym i prawniczym się odnaleźć, po kilku latach byli nieszczęśliwi bez celu i wypaleni, jednak rodzice tak dużo dla nich poświecili, że trwali dla nich choć nieszczęśliwi. 
 
Gdy kilka lat temu mój świat zmienił się o 180 stopni. W tamtych czasie czułam paraliżujący strach, wypadłam całkowicie ze schematu i nie wdziałam jak się do niego z powrotem dostać, by znów wszytko było "poukładane i tak jak należy". Presja społeczeństwa, dostrzeganie szybko upływającego czasu - to mnie niszczyło.
 
Przez kilka lat próbować na nowo wszytko ułożyć by moje życie wróciło do tzw. "normy". Można się bez problemu domyślić, że przypłaciłam to zdrowiem. Mój żołądek, cera, całe moje ciało protestowało, wewnętrznie byłam wrakiem człowieka.
 
Zmiana nie nadeszła nagle, nie wlała się we mnie pod wpływem cudownej chwili oświeceni, to był proces, który cały czas trwa, ale zrozumiałam, że wcale nie muszę być w tych schematach i nagle okazało się, że jestem szczęśliwa, tu gdzie jestem. Czas przestał gnać, zaczęłam dostrzegać kolory dnia codziennego.
 
Okazało się, że wcale nie chcę tego, o ludzie wokół tak usilnie się starają, że wszytko jest ok. To, że ktoś uważa, że powinnam to, czy tamto zmienić w moim życiu, to jego problem i jego "chcenie" nie moje. 
 
Dziś cieszę się ze zmian, przyjmuje je na klatę i cieszę się z nich, jak z każdej rzeczy, którą przynosi życie i dziękuję za wszystko, co mnie spotyka.

Masz prawo szukać, rezygnować i próbować wciąż nowych rzeczy. To nie słomiany zapał, ale szukanie nowych wyzwań, bo skąd masz wiedzieć, czy coś cię rajcuje, jeśli tego nie spróbowałeś. 

Zawsze podobały mi się motocykle, wiesz wiatr we włosach i ta wolność. Do czasu, gdy na nim nie usiadłam i się nie przejechałam, no cóż, nie poczułam tego „flow”. To po prostu nie dla mnie, nie poczułam tej wolności, tylko brak bezpieczeństwa. Cudowny wiatr we włosach?? Raczej włosy tak potargane, że przez godzinę je rozczesywałam pomimo założonego kasku. Podsumowując dużo wiatru i hałasu, nic co by mnie porwało, ale spróbowałam i już wiem, że to nie dla mnie. Może kiedyś zmienienie zdanie i przejadę nim cała Europę, kto wie, to całkowicie normalne i nie przejmuje się tym. 

Szukaj, rzucaj, doświadczaj, inspiruj się i słuchaj siebie, aż w końcu poczujesz ten flow..









Printfriendly