wtorek, 23 czerwca 2015

Krótka przejażdżka na rowerze naszpikowana wrażeniami

http://www.monikabregula.pl/2015/06/rundka-na-rowerze-naszpikowana.html



Ostania niedziela nie dawała zbyt wielu możliwości miłego spędzenia dnia, lało potwornie od rana, dzięki czemu spałam cały ranek, jak zabita dopiero po południu wyszło słońce i zrobiło się cieplutko. Postanowiłam przestać gnić na kanapie oglądając powtórki Kardashianów.
Pomyślałam, że dobrze mi zrobi odrobina powietrza i oczyszczenie głowy z emocji, jakie dostarczyli mi moi ulubieni bohaterowie, a że na bieganie nie miałam siły i motywacji, a spacer wydawał mi się zbyt powolny, zdecydowałam się na rower. Niedaleko mnie w tym roku oddano cudowną ścieżkę rowerowym o długości 4 km.


Wiem, że długość nie powala, ale do niej mam 3 kilometry, czyli w sumie 7 w jedną stronę co daje 14 kilometrową rundkę (jak widać z matematyką, niezłe sobie radzę). Ścieszka w całości przebiega przez las, całkowicie odcinając człowieka od jezdni obok.


Wieczorami jest idealna do biegania, bo praktycznie w całości w cieniu. Niestety jak to w lesie przed biegiem trzeba najpierw wykąpać się w preparacie przeciw owadom wszelakim. Gdy wyjeżdżałam z domu, świeciło mocno słońce a na niebie, było raptem parę chmurek. Myślałam, że wypadało już wszystko, co tego dnia miało. Jakież moje myślenie było błędne!! Jak dojechałam do mojej, ukochanej ścieżki niebo zrobiło się czarne. Nie dojechałam nawet do połowy, gdy zaczęło lekko kropić. Zdążyłam jeszcze zrobić kilka zdjęć z wyprawy, po czym głęboko schowałam telefon i ubrałam kurtkę przeciw deszczową. Polecam zakupienie na rower sakw, są super można w nich upchnąć dosłownie wszystko. Ja w nich trzymam pompkę, kurtkę, rękawiczki, szalik, klucze, chusteczki itp. Jedyne czego mi zabrakło to czapeczki z daszkiem. Gdy zaczęło padać, nie widziałam, gdzie jadę, ale to taki szczegół. Choć słowo padać dość słabo opisuje tę ulewę. W jednej chwili była ściana deszczu. Nie lubię stać i czekać wolałam zawrócić i jechać, tak i tak bym zmokła, a przynajmniej byłam szybciej w domu. Tak więc jechałam w tej ulewie, a krople uderzały prosto w moją twarz. Nagle tuż obok mnie przewróciło się drzewo! Jadąc dalej, zastanawiam się, które drzewo tym razem na mnie się przewróci? Jednak tym razem natura mi darowała i żadne mnie nie zaatakowało.



Gdy wyjechałam ze ścieżki, nawet drobny grat się pojawił i to już miłe nie było!
Jakieś dwa kilometry od domu znów wyszło słoneczko i zrobiła się przepiękna tęcza. Gdy robiłam to wspaniałe selfie oraz sesje tęczy z butów lała mi się woda, a w domu ze stanika wykręcałam wodę pomimo ubranej kurtki przeciw deszczowej.


Wiecie co? Było super! Dawno nie przeżyłam takich emocji! Kardashianowie mogą się schować.
 

Printfriendly