poniedziałek, 2 września 2019

Bycie introwertykiem jest OK


http://www.monikabregula.pl/2019/09/bycie-introwertykiem-jest-ok.html


Odkąd pamiętam odróżniałam się od swoich rówieśników, nigdy nie przeszkadzało mi bycie samej, bez problemu znajdowałam sobie zajęcie. Nie potrzebowałam towarzysza zabaw, przez lata myślałam, że to, dlatego że jestem jedynaczką,  po prostu zawsze byłam sama. 


Moi rodzice nie słyszeli ode mnie, że się nudzę, zawsze coś mnie zajmowało. Co nie oznacza, że nie ciągnęło mnie do rówieśników, wręcz przeciwnie zawsze miałam kilka koleżanek, później przyjaciółek, z którymi potrafiłam godzinami rozmawiać o typowych głupstwach dziewczynek, ale plotki, ploteczki nigdy mnie nie zajmowały, kto, z kim gdzie?? Do dziś to nie moja bajka, od tego typu rozmów szybko się odcinam. To nigdy nie był mój świat, zawsze byłam zajęta własnym wnętrzem, nie potrzebowałam zewnętrznych bodźców. 

Nie byłam jakoś szczególnie nieśmiała, ale gdy wokół mnie było więcej ludzi, od razu zamykałam się w sobie, nie potrafiłam zabrać głosu. Na lekcjach nigdy się nie zgłaszałam, choć znałam odpowiedź, sama myśl przed zabraniem głosu wśród tylko ludzi wzbudzała we mnie panikę. 

Nawet, teraz gdy jestem dorosła, a gdy wokół mnie jest powyżej trzech osób, rzadko się odzywam. W skrócie duszą towarzystwa to ja nie jestem. Pamiętam, że bardzo przeszkadzało to mojemu byłemu partnerowi, gdy na rodzinnych imprezach siedziałam cicho, zamiast być jak to mawiał "duszą towarzystwa" i zabawiać wszystkich. 

Dość długo mi to przeszkadzało, nie lubiłam w sobie tych cech, zawsze chciałam być osobą, która rozpycha się łokciami, a jak jej zamkną drzwi przed nosem, to wejdzie oknem. A ja nie dość, że nie wejdę oknem, to będę jeszcze te drzwi omijać szerokim łukiem.

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że nic ze mną, nie jest nie tak, ja po prostu jestem bardziej introwertykiem niż ekstrawertykiem. Każdy z nas przejawia cech jednego i drugiego, jedni są jednak bardziej po stronie ekstrawertyków, ta liczba przeważ, niż tych po stronie introwertyków. Podobno nie da się być w 100% jednym czy drugim, bo umysł ludzki by oszalał. Ja zdecydowanie bardziej odnajduję się wśród introwertyków i dziś wiem, że nie ma w tym nic złego. Jeśli komuś to nie pasuje to tylko i wyłącznie jego sprawa nie moja.

Zrozumienie siebie, akceptacja swojej osoby taką, jak jaka jest, to absolutnie milowy krok ku temu, by być szczęśliwym. Dziś widzę bardzo dużo plusów mojego introwertyzmu, jak ten, że jestem dobrym słuchaczem, drugą osobę zawsze stawiam na pierwszym miejscu, przez co dużo osób lubi mi opowiadać o sobie. 

Jestem też bardzo wrażliwa i uczuciowa uważam, że to moje pozytywne cechy, bo dzięki nim mogę rozwijać moje pasje jak fotografia czy pisanie. Pewnie nigdy nie zostanę mówcą roku, a na przyjęciach nie będę brylować, ale wcale mi też na tym nie zależy, wolę swój kominek, książkę i kocyk. 

A jeśli spodobał Ci się temat introwertyzmu, polecam wykład Susan Cain, na który dość szczegółowo wyjaśnia te kwestie.

 


Printfriendly